Puchary

23 11 2011XI Międzynarodowy Puchar Głowatki (2004 r.)



XI Puchar Głowatki rozpoczął się w dniu 22.11. po uroczystym toaście. 70 wędkarzy z całej Europy zasiadło w sali konferencyjnej Zespołu Zbiorników Wodnych Niedzica, by wziąć udział w naukowym sympozjum, prowadzonym przez prof. Andrzeja Witkowskiego i dr Alexandra Harsányi.

Tematem sympozjum były zagadnienia sztucznego rozrodu i hodowli głowacicy, oraz sytuacja głowacicy i gatunków ryb łososiowatych w Bawarii. Omówiono także typowe stanowiska głowacic.

Wykłady szybko stały się pasjonującą dyskusją wędkarzy z naukowcami. Po dokonaniu pamiątkowych wpisów do księgi, będącej kroniką Klubu, wszyscy udali się ochoczo do pobliskiego XIX wiecznego spiskiego dworu.

Była smakowita wyżerka i toasty wznoszone trunkami uznanymi za szlachetne. Wnętrze dworu wypełniła góralska muzyka, a emocjonujące rozmowy przeplatały ludowe przyśpiewki i swawole...

W zamglony poranek 23 października, ciszę na Polanie Sosny rozdarł dźwięk góralskich skrzypiec. Przy dźwiękach góralskiej muzyki, śledzona przez wszystkich uczestników i kamery telewizyjne, ryba została wpuszczona w wody Dunajca, a wraz z nią ponad sto 30 cm głowacic i tysiąc dwuletnich pstrągów potokowych.

Potem towarzystwo zasiadło przy stołach, a nieustanny entuzjazm biesiadników wywoływały: góralki tańczące na scenie, kolejne potrawy regionalne, serwowane przez koła gospodyń wiejskich z Czorsztyna i Łapsz Niżnych, napitki etc. etc...

Zabawa trwała do godz. 14.00, kiedy to wszyscy wyruszyli na swoje tajne miejscówki w poszukiwaniu miedzianołuskiej ryby. A Królowa Dunajca pokazała na co ją stać.

Jednemu z uczestników Pucharu, połamała wędkę i zrujnowała kołowrotek, zostawiając go roztrzęsionego, z głupią miną na brzegu. Cóż, serce wytrzymało, sprzęt nie...

Jednak tego dnia ryba została złowiona. Lubomir Hužvik (rekordzista Polski - 20,3 kg), tak dobrze „bawił się” podczas festynu, że wolał łowić w pobliżu. Wnuk Filip Hužvik, mając takiego nauczyciela, o zmierzchu, złowił 87 cm głowacicę.

Ryba ta wywołała w hotelu Pieniny powszechny entuzjazm. Wszyscy fetowali sukces szczęściarza. Gdy przyszła kolej na licytację, hotel zadrżał w posadach. Każdy ochoczo sięgał do sakiewki. Pod młotek poszły rzeźby solne, sprzęt wędkarski, okolicznościowe drobiazgi, a nawet...czarny kot, który przyplątał się pod nogi Wojtka Krasnopolskiego. Kot nie znalazł nabywcy, ale i tak zebrano ponad 7 tys. zł.

Dzięki sponsorom i licytacji również w tym roku Dunajec zasilił narybek głowacicy, pstrąga i lipienia za kwotę ponad 10 tys. zł.

Wieczornym rozważaniom nie było końca, a nad „kondycją” zaproszonych gości czuwali klubowicze...

Kolejnym „Gazdą od Głowatek” został Filip Hužvik, a wszyscy przyrzekli, że spotkają się za rok.